W czasach gdy zalewają nas nas przeróżne mangi, gdzie głównymi bohaterami są dzieciaki z gimnazjum, pseudo księżniczki świecące majtkami, wandale i chuligani mający gdzieś wszystko i wszystkich prawie niemożliwym jest znalezienie porządnego romansu. Jednakże trafiają się gdzieniegdzie perełki. Jedną z najlepszych, godną polecenia jest manhwa Yoon Mi-Kyung „The Bride of the water God”. Co mnie urzekło w tym tytule to klimat jaki został nam podany. Nie zakosztujesz tu szkolnych murów, telefonów komórkowych, gangów, lolitek, głupiutkich bohaterek z oczami jak talerze, bo akcja została osadzona w historycznej Korei.

Soah, bo tak zwie się główna, jest dziewczyną z małej wioski, którą dotyka straszliwa susza. Z tego powodu zostaje ona ofiarowana bogu wody przez mieszkańców i jej rodzinę, mających nadzieje na obfite deszcze. I tu zaczyna się się cała przygoda. Piękna Soah trafia do wodnego królestwa, niestety nikt tu jej nie przywita z otwartymi ramionami, lekko nie będzie miała. Zajeżdża banałem? tylko na początku, potem wszystko się komplikuje.  Poznaje boga wody Habaek’a, który lekko mówiąc odbiega od jej ideału, teściowa jej nie znosi, jest samotna w odległym kraju. Jednakże jest ktoś kto rozświetla jej ponure chwile w wodnym królestwie. Pojawia się, dosłownie, boski Mui.

Zostaniesz wciągnięty w wir intryg. Każdy będzie miał tu kilka słów do powiedzenia, oprócz biednej Soah. Tylko nieliczni będą darzyli ją sympatią. Ogólnie wywoła  pogardę wśród zazdrosnych niewiast, a także z powodu jej ludzkości i kruchości.

Kolejnym niekwestionowanym atutem tej manhwy jest piękna, niespotykana kreska.  Kurczą chyba popełniłam błąd nazywając sztukę Yoon Mi-Kyung „niespotykaną”, ona jest po prostu artystyczna, zapiera dech. Każda postać zachwyca. Pomimo, że faceci raczej po romanse nie chwytają, to tu mieliby na czym zawiesić oko 🙂 Ale  drogie panie, bo do nas ten tytuł jest zaadresowany, żadna z nas nie oprze się wdziękowi brzydszej płci. Cóż mogę rzecz, rozpływałam się nad każdą męską postacią. Fan serwis też się od czasu do czasu pojawi, gdyż nie raz zdarzy się by Mui pokazał swą klatę 🙂 Jak już wspomniałam, wszyscy są piękni (czasami wywoływało to u mnie depresję), tak piękni że myliłam niektóre postaci. Imiona też niestety nie pomogą w rozróżnieniu ich, ja najzwyczajniej zapamiętałam tylko 4 najważniejsze (reszta mi umknęła).

Wątek romantyczny zostaje przepleciony także z politycznym, czyli z walką o władzę. Nasz bóg wody będzie miał na karku imperatora, który jest zdolny do wielu. Ogólnie ciągle rzucają mu kłody pod nogi.

Bohaterowie są wielowymiarowi, może nie wszyscy wzbudzają szczególna sympatię, ale są interesujący.  Od początku kibicowałam głównej parze czyli słodkiej, niewinnej Soah i tajemniczemu Mui’emu i to właśnie ich lubiłam od pierwszego rozdziału. Jak zawsze bywa w tego typu historiach musi być ta trzecia, albo może czwarta i piąta. Rywalek Soah nie brakuje (w sumie się nie dziwię ;P). Mura i Nakbin są piękne i przebiegłe, mściwe i uciekną się do każdej sztuczki. Oczywiście kiedy patrzyłam na nie, miała ochotę je zadźgać, ale wszystkie ich czyny są wyjaśnione i po głębszym poznaniu pobudek mogłabym je nawet przytulić, bo było mi ich żal. Schemat nakazuje, by heroina miała przyjaciela który zawsze pośpieszy jej z pomocą. Może ta Soah, aż taka biedna nie jest? Z jednej strony przystojny, opiekuńczy Hoo-ye (ach te imiona :P) z drugiej jeszcze przystojniejszy Mui, który by się za nią pociął. Intryga goni intrygę, a wśród przeróżnych bóstw ludzka dziewczyna.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że takie tytuły spotyka się coraz rzadziej. Nieczęsto historia jest owiana tajemniczością, lekko poprowadzona przez magiczny świat, który jest nam bardzo odległy. Daleko mu do tego „romantyzmu XXI wieku”. Manhwę mogę polecić każdej osobie, która pragnie odskoczni od prostych, szkolnych romansideł. W wodnym królestwie brakuje prostoty, wszystko jest zagmatwane, ale otocznie pięknem, swoistym urokiem.

Advertisements