Ponieważ święta już za pasem, lodówka już prawie pełna, okna umyte, w domu panuje ład i porządek, a w szkolnych sprawach już praktycznie pozamiatane to mogę troszkę poleżeć, powygrzewać się w domu z kubkiem pyszniutkiej kawy w ręku. Idąc tym tropem dorwałam laptopa i postanowiłam zerknąć na wiosenne nowości. Wpadł mi w oko tytuł „Sankarea”, w sumie już wcześniej planowałam go obejrzeć. Tematyka zombie jak najbardziej mi pasuje. Obejrzałam już chyba wszystko co zahacza o ten temat: od Zombieland’u (który zresztą uwielbiam) do Resident Evil i High School of dead. No dobra, nie ruszyłam Walking Dead, bo podobno na dłuższą metę jest strasznie nudne, ale podobno ja miałam być wysoką blondynką, a nią niestety nie jestem 🙂

Nasz bohater wraz z uroczym dziadkiem i tatusiem, czyli sielanka póki co trwa.

Wracając do głównego tematu czyli Sankarea, to głównym bohaterem jest Chihiro Furuya mający bzika na punkcie wszytskiego co dotyczy zombi,  Mieszka  on w świątyni wraz ze swoim ojcem – kapłanem, dziadkiem (który jak dla mnie wygląda jak babcia i ciągle przechyla butelkę) oraz 12 letnią siostrą. Ojciec gotuje, a siostra zajmuje się resztą obowiązków. Nie wiem co to za mania, że japońskie 12letnie dzieci, a może nawet i młodsze mają mnóstwo obowiązków i są prze inteligentne 🙂 aaaa zresztą chyba nie ważne… Mama Chichiro niestety nie żyje, ale ogólnie to on, tatuś i reszta tworzą raczej szczęśliwą rodzinę. Wszystko jest pięknie dopóki, ukochany kot Baabu, nie zdecyduje się kopnąć w kalendarz. I tu zaczyna się robić ciekawie.

Furuya postanawia wykopać zwłoki kociaka i najzwyczajniej go wskrzesić. Każdy kocha kociaki, jak są słodkie, małe, łaszą się, nie brudzą i nie drapią. Jednak zombi maniakowi wszystko jedno jaki jego pupil będzie (może wystawać mu nawet wątroba z brzuszka) ważne by mógł go ponownie zobaczyć i to nie koniecznie do końca żywego. Tak więc gdy próbuje coś zdziałać w tym temacie, poznaje szkolną piękność do  której wzdycha jego niezbyt lotny kolega, w sumie fajnie mieć kumpla idiotę, by wyglądać na bardziej inteligentnego:)). Jak da się zauważyć Furuya nie jest całkiem normalny, ale Sanka Rea też ma kilka dziwnych tajemnic…

Kurczę to anime naprawdę mnie zainteresowało, w sumie spodziewałam się od pierwszych chwil padających trupów pod nogi, no dobra przynajmniej zobaczyć jednego zombiaka, a tu oglądam póki co porządne przestawienie bohatera i sytuacji. Niby akcja nie ruszyła do przodu za wiele, ale było ciekawie. Druga sprawa to podanie tematu zombi od drugiej strony. Zawsze było tak:  apokalipsa, wirus, epidemia zombi, kilku szczęśliwców, którzy nie żywią się ludzkim mózgiem latają ze szpadą, shot gunem, rewolwerem, maczugą by przeżyć. Nagle mamy tak: jakiś dzieciak z manią zombi, chce nawiązać romans z nieumarłą, a jego marzeniem jest wskrzeszenie ukochanego pupila. Po obejrzeniu pierwszego odcinka nasuwa mi się jedno ważne pytanie: Co się stanie jeśli Chichiro naprawdę pozna wymarzoną lubę? Jak on zareaguje i czy rzuci się jej na szyję? Z mangą nie miałam nic wspólnego, wiec najzwyczajniej nie wiem co może się dalej zdarzyć 🙂 Spodobał mi się również humor jaki zaserwowano czyli żarty zombi maniaka z nadobnej niewiasty :)) Jedyną sprawą, która aż mnie razi po oczach to włosy (Uszy) Chichiro, w sumie nie potrafię rozgryźć co to jest..

Jetem ogromnie, pozytywnie zaskoczona tym animie. Dziś zaczynałam seans z ochotą tylko na sen, a teraz nie mogę się doczekać co dalej. Korci mnie żeby podejrzeć co się dzieje w mandze. Na pewno będę oglądała dalej z powodu ciekawej historii, ładnej kreski i sympatycznych postaci (facetom z pewnością się spodoba Sanka Rea i jej nienachalny fanserwis). Ha, najważniejsze zastanawiam się co w końcu z tym kotem!

Zobaczył ładną dziewczynę :))

aa takie tam przy studzience, nocą.

 

Reklamy