Świeżo po seansie Kamisama Hajimemashita postanowiłam wylać wszelkie moje odczucia tutaj oto w tej notce na temat tej seri. Zamiast się uczyc, zrobiłam sobie maraton anime. Pizga złem więc zawinełam się tzw. burrito (of sadness) i z laptopem przegniłam oto tak prawie cały dzień. Czuć, że piździernik nadchodzi 😉 Dobra nie będe przełużała. Zapraszam, do przeczytania moich pokrętnych przemyśleń.

Kamisama.Hajimemashita.600.1491443

Momozono Nanami to zwykła licealistka, która ma pecha. Jej ojciec jest hazardzistą, przegrywa ciągle. Do tego ucieka zostawiając ją z długami, więc komornik zajmuje jej dom, a biedna nasza Nanami nie ma się gdzie podziać.  Gdy już myśli, że nic już jej nie pomoże, ratuje nieznajomego mężczyzne przed psem, a ten w ramach podziękowania pozwala jej zamieszkać w jego „domu”. Momozono zgadza się bez zastanowienia, jednakże ku jej zaskoczeniu owy dom okazuje się być świątynią, a sama Nanami zostaje następcą bożka – Mikage – faceta którego uratowała. Tak zaczynają sie perypetie nowej bogini ziemskiej, a trudności pomaga jej przezwyciężyć pewien (nie)sympatyczny youkai –  Tomoe.

Kamisama.Hajimemashita.600.1578061

Na początku jak z braku laku szukałam jakiegoś romansu do obejrzenia, przeczytałam opis, zobaczyłam co gdzie i jak, pomyślałam sobie co to za shit? Więc nie ruszyłam anime, ale jednak znowu natknęłam się na ten tytuł i jednak odpaliłam pierwszy odcinek. Myśląc sobie, że pewnie wyłącze to po 5 minutach, ponieważ słodycz tego tytułu mnie zaleje- czego nie lubię. Nie przepadam za cukierkowymi serialami, gdzie wszytko jest idealne, piękne i nienaganne. Tu na pierwszy rzut oka to tak wyglądało, że anime będzie nudne i słodkie do porzygu. Słodkie jest, ale to wszytsko jest super wyważone, a słodycz przeplata się z odpowiednią dawką humoru 🙂 Pierwsza sprawa, sama fabuła wydaje się troszkę banalna, taki ot sztampowy romansik z dawką odrobiny magii w postaci demonów. Niby jest szablonowo, ale nie do końca. Druga sprawa, niby motyw bóstw i tego typu spraw jest też oklepany, ale w sumie lubie takie serie o demonach, gdzie wkrada się odrobinę japońskiego folkloru-  jednakże zawsze wytrzegam się demonów, które wyglądają jak ludzie i mają uszy. Nie przepadam za tą stylizacją (wolę gdy youkai są mniej luddzy, jednak demon to demon!),  ale tutaj w ogóle mi to nie przeszkadzało. Ba! Nawet mi to się spodobało :3 Tomoe wygląda super, słodziuchne uszka i całkiem bishonenowaty wygląd! co jak co, ale każda fanka pięknych chłopców złapie się na to 🙂 Najlepsze w tej postaci jest to, że nie ma nic mylnego niż wygląd. Ah te pozory!

Postaci według mnie są mocną stroną tego anime, Nanami (dziękuje, dziękuje!) nie jest irytującą, standardową bohaterką anime. Jejciu w sumie to ją polubiłam. Nie wkurzała na każdym kroku, zabawna, nie śliniąca się – od razu- do naszego Tomoe 🙂 czego chcieć więcej? Jest ona przesympatyczną postacią, troszkę niezdarną, ale w sumie to nie przeszkadzało mi nic a nic.  Dziewczyna ma olej w głowie, ładnie wygląda, jest urocza, ale potrafi też tupnąć nóżką i wziąć sprawy w swoje ręce. Niby z różnym skutkiem, ale stara sie. Nie krzyczy na lewo na prawo, by ją ratować. No może czasami zdarzy jej się.  Ale to jest najlepsze, bo jest taka typowa, troszkę rozmarzona, zwykła 17latka. Takie bohaterki to ja lubię, z lekkim jajem 🙂 Jest miejsce by poważnie postawić na swoim, ale także jest miejsce na oczekiwanie na ratunek. Drugą mocną postacią jest, miejsce na pisk  KYAAAAA! *.* TOMOE! Koleś jest niesamowity. ❤ Od razu go pokochałam miłośćią gorącą 🙂 Gorący lisi demon i te uszka 🙂 Dobra dobra koniec o wyglądzie. Tomoe ma ognisty harakterek, ciętawy język, docina Nanami na każdym kroku, że jest bezużyteczna i takie tam. To takie urocze w romansach.  A tak na poważnie, lubię go bo nie rozpływa się nad naszą bohaterką, nie rumieni się (O ZGROZO, RUMIENIĄCY SIĘ FACET W ANIME TO HORROR DLA MOICH OCZU, ODARCIE Z MĘSKOŚCI), ale w odpowiednim czasie ją przytuli i takie tam. Jest chłodny, odrobinę niedostępny, zgrywa lepszego od Nanami, troszkę nieposłuszny wobec swojej pani. Główna para jest idealana! Dwa charakterki, które idealnie do siebie pasują. Dzięki nim, wpadamy w wir rozterek, odrobiny uczucia oraz przygód. Posmakujemy wszystkiego, płaczu, śmiechu, kłótni, sprzeczek, zazdrości- jak to w życiu czasami gorzko czasami słodko. Na wszystko jest kolej – nie tak, że od razu wszyscy się kochają. Strasznie spodobał mi się motyw, że to właśnie NANAMI JEST TĄ która się stara. Wreszcie coś innego. Inne postaci nie ustępują Nanami i Tomoe. Następny, który rzuca się w oczy jest idol z piekła rodem – Kurama. Znana osobistość sceniczna, czy jakoś  tak. 🙂 Zakochany, troszke w sobie chłopaczek, ot taki narcyz, ale wzbudzający same przyjemne uczucia. Niby narcyz, ale potrafi zająć się innymi. Następny w tym wianuszku jest wężowy chowaniec – Mizuki. Uroczy, troszkę zagubiony demon, z wielkimi planami wobec nanami. Pocieszny jest. Są oni konkurentami dla Tomoe, dzięki czemu powstaję sporo przezabawnych scen. NIe mogłam powstrzymać uśmiechu, gdy Kurama, Mizuki i Tomoe sprzeczali się, aż iskry leciały 🙂 Także mamy dwa małe duszki, które tak jakby dopełniają obsade, niby nic wielkiego nie robią, ale bez nich to anime byłoby „biedniejsze”. Na pewno, nie są zbędne.  Główna „czwórka” przysporzyła mi dużo uśmiechu na twarzy, było wiele momentów, gdy podczas oglądania, ocknęłam się z wymalowanym na twarzy bananem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. To jest siła napędowa tego anime- postaci. Każda unikatowa, żadna nie wzbudza negatywnych emocji. Na prawdę wszystkich ich pokochałam.

Kamisama.Hajimemashita.600.1545970

Nieco blado na tle tych postaci wypada grafika, niby postaci ładne- Tomoe cudny- odwzorowane wiednie z mangi, ale gdzie niegdzie widać krzywizny na postaciach, twarz zdeformowana, jakieś zbłądzone oko, albo tłów nieproporcjonalny. To jest chyba jedyny zarzut z mojej strony wobec Kamisama.  Da się to wybaczyć, bo anime nadrabia przyjemnymi kolorami oraz „abstrakcyjnymi” i humorystycznymi scenami.  Dużą zaletą było to, że postaci  nie chodziło ciągle w tym samym ubraniu, co jakiś czas zmieniła się fryzura, pogoda itp.

Ogólnie rzecz ujmując dla mnie jest to jedno z lepszych romansideł, shoujo:) 13 odcinków zapewniło mi mase zabawy, dużo uśmiechu, wprawiało co rusz w dobry nastrój, napełniało pozytwynymi emocjami. Zrobiłam sobie taki maraton i pochłonełam Kamisama w dwa dni! Idealny tytuł na chłodne jesienne wieczory. Ładuje baterie. Od razu lepiej cżłowiek się czuje gdy patrzy na taką „nie przesadzoną” słodycz. Aż chyba za mangę się zabiorę, podejrzewam że jest o wiele lepsza niż animacja. Była to dla mnie taka urocza niespodzianka, bo od razu spisałam ten tytuł na straty. Lekkostrawne kino, wspaniała niezobowiązująca rozrywka. Fani gatunku powinni koniecznnie obejrzeć dla historii, bohaterów i emocji towarzyszącym podczas sensu. Polecam wszystkim tym, którzy czują głód na dobre, lekkie romansidło, bez głupich bohaterek, facetów mających jakiś dziwny komplesk którzy powtarzają jak bardzo kochają heroine. Brakuje tu mdłuch scen, zbędnych zachodów słońca – czyli tego czego nie lubie najbardziej w romansach – ogólnie rzecz ujmując wszelkiej przesady. Odemnie dla tego anime 9/10. 🙂

Tomoe.(Kamisama.Hajimemashita).600.1393282

Reklamy