126133

Przez ostatni tydzień, albo półtora tygodnia nie miałam czasu na nic, ani na oglądanie serialu, animie ani na to żeby wyjść gdzieś ze znajomymi, a to przez nowy rok akademicki oraz poprawki. Ale udało się – kampania wrześniowa zakończyła się sukcesem   🙂 Więc teraz mam czas na odrobinę przyjemności. Zaczęłam od nadrabiania całego sezony Dextera, a teraz przyszedł czas na nowości anime Jesień 2013. Akurat pojawiło się sporo nowych tytułów, więc od razu zabrałam się za oglądanie.  Na warsztat leci Kill la kil – mój osobisty must watch  oraz Kyoukai no katana, odpaliłam z braku laku, żeby zobaczyć z czym to się je.

1. KIll la kill

kill la kill Historia dzieje się na terenie szkoły, gdzie przewodniczącą jest Satsuki Kiryuuin – prowadzi rządy twardą ręką. Ogromne  zamieszanie i zamęt w szkole powoduje uczennica z wymiany – Ryuuko Matoi, która dzierży miecz w kształcie połowy nożyczek.  Szuka ona tajemniczej osoby, odpowiedzialnej za śmierć jej ojca. Niestety na jej drodze członkowie rady studenckiej „czwórka  boskich królów”. Wybawcą z trudnej sytuacji jest szkolny mundurek, który na siłę karze wręcz założyć się!

Sam pierwszy odcinek minął mi w mgnienia oku, nawet nie wiem kiedy mi zleciało to 20kilka minut. Pierwszą rzeczą która od  razu rzuca się w oczy jest nietypowa oprawa graficzna, kreska, animacja. Nietypowa, ale bardzo przyjemna dla oka. Ciemne  barwy, trochę „nieokrzesana” kreska są na prawdę interesujące. Pomimo tego postaci są bardzo ładne, ale zróżnicowane.  Oprawa graficzna przygotowuje i nastraja na, może nie tyle co na cięższe anime, ale na pewno na rozrywkę całkiem innego  kalibru, niż ja jestem zazwyczaj przyzwyczajona. Coś innego, póki co całkiem dobrego. Akcja rozpoczyna się od wprowadzenia, które imo było bardzo potrzebne. W pierwszych kilku minutach zostaje zaprezentowane nam liceum, które nie jest zwyczajne. Rada uczniowska ma tu ogromne wpływy, że nawet nauczyciele się jej boją. W sumie zaczęłam się zastanawiać czemu nikt z tym nic nie zrobi, że uczniowie nadużywają władzy, wprowadzili własne rządy, a nikt z tym nic nie zrobi. Ano szybko otrzymałam odpowiedź. Nie chce jej w sumie zdradzać, odsyłam jednak od odcinka wszystkich zainteresowanych. Sama szkoła przypominała mi jakiś obóz pracy, chodzi tu o wygląd i restrykcyjne zasady. Jedynym wybawieniem są tajemnicze mundurki, które dają nieograniczoną siłę. Tylko nieliczni mają do nich dostęp. czytaj członkowie rady, albo Ci co się podlizali pani przewodniczącej.  Wracając jest to całkiem niezwykła szkoła, gdzie rządy prowadzi Satsuki Kiryuuin  – panna o wysokim mniemaniu, co zadziera z lekka nosa jak dla mnie i w sumie jest też bezlitosna. Babka z jajami, chciałoby się rzec, która wszystkich ma pod pantoflem 🙂 Drugą ważną personą jest nasza Ryuuko Matoi – dziewczyna z przeszłością, przyjemną buzią oraz połową nożyczek, oraz jak się  okazało całkiem przydatną bronią. Zmolestowana przez mundurek- tak tak, mundurki odgrywają w tym anime kluczową role- może teraz stawić czoła wszystkim złym, przede wszystkim radzie uczniowskiej i jej głowie. Tak na ogół zleciał mi odcinek, ale czekaj czekaj, praktycznie padłam oglądając to anime. Trochę tu fanserwisu. Ale mundurek dla głównej bohaterki to jakieś przegięcie! Trochę to przypominało jakąś parodie magical girls, albo coś w ten deseń, gdy para wyleciała spod kusej spódniczki głównej bohaterki. Tego się nie spodziewałam. 😛 MAM NADZIEJĘ ŻE JĄ UBIORĄ!  Dobrą sprawą jest to, że ukradkiem twórcy wcisnęli do tej produkcji odpowiednią ilość humoru. Mi japa się cieszyła jak widziałam trochę przygłupią koleżaneczkę, martwiącą się że wszyscy zobaczą jej majtki, gdy była w takiej sytuacji a nie innej 🙂 Ogólnie rzecz ujmując na pewno będę śledziła to anime, bo jest warte uwagi, ciekawe, niby schematy są tu powielone, ale nie jest to jakiś odgrzewany kotlet, a odpowiednio poprowadzone może być hiciorem sezonu.

2. Kyoukai no katana

katana Głównym bohaterem jest uczeń liceum sophomore – Akihito Kanabara. Wygląda na zwykłego chłopca, ale jest pół człowiekiem,    pół chimerą, więc jest nieśmiertelny, ponieważ leczy szybko wszystkie rany. Pewnego dnia poznaje nową uczennice Mirai  Kuriyama, wygląda ona jakby miała popełnić samobójstwo, więc chłopak postanawia ją uratować. Mirai posiada niezwykłą  umiejętność manipulowania swoją krwią, co jest niezwykłe nawet wśród duchowej społeczności.

Jakoś nie miałam zbytniej chęci oglądać tego anime, ale myślę sobie, a co mi tam. Najwyżej poświecę 20 minut i zobaczę co to  jest. Niestety odcinek mnie nie porwał, a wręcz dłużył się i ciągnął jak gumka od majtek. Ale po kolei. Sam początek anime był  dosyć obiecujący: nastrojowa muzyka, ładna oprawa graficzna i dramatyczne wydarzenie – domniemana próba samobójcza  głównej bohaterki. Nasz kochany, dzielny chłopiec Akihito postanawia ją uratować wygłaszając monolog na temat okularów  i tu cały mój chwilowy entuzjazm dotyczący tego tytuły zdechł, zginął śmiercią tragiczną. Żadne późniejsze wydarzenie tego anime nie próbowało go reanimować.  Po monologu niedoszła samobójczyni ni stąd i zowąd atakuje okularowego wybawcę swoim mieczem. I tu zaczyna się cała akcja, która polega na tym, że dziewczyna atakuje chłopaka i dźga go mieczem stworzonym z krwi. Tak bym skróciła fabułę odcinka, bo nic innego nie rzuciło mi sie w oczy, po za tym, że Miriai jest TOTALNĄ FAJTŁAPĄ. No już nierozgarniętym panną podziękuje, ale ona przebija wszystko. Jest sierotkowata. Chyba przez główną heroinę nie mogłam oglądać tego odcinka. Jakoś przebrnęłam, ale chyba tylko dlatego, że oglądałam go na raty. A to poszłam po herbatę, w połowie poszłam umyć samochód itd. No nie mogłam się przemóc. Może to jakoś się rozkręci, ale sam motyw już mi tu nie pasuje.  Dodać trzeba, że główny bohater nie grzeszy intelektem, ponieważ utrzymuje kontakt i jakieś tam stosunki z koleżanką, która go dźga i dźga tym mieczem. Niby nie umrze, ale ból odczuwa. Dla mnie jej zachowanie to dyskwalifikacja do utrzymywania jakichkolwiek relacji pomiędzy tą dwójką. Tym bardziej, że ona nie zamierza przestać. Nie wiem, co mnie w tym anime bardziej razi, głupia para bohaterów, czy fabuła odcinka która była jak dla mnie najzwyczajniej durna. Pewnie nie tknę tego już nigdy.  A broń mnie Boże.

Advertisements